Dodano: 15 czerwca 2016

Print

Teatr odsłania przed nami różne oblicza. Kolejny dzień działań projektowych był nie mniej wypełniony wrażeniami niż poprzednie. Rozpoczęliśmy od ożywiania strojów, przejmowania dzięki nim różnych ról. Maski pomogły nam zupełnie zmienić twarz. Ukryć a może odsłonić inną tę ukrywaną dotąd? Pokonaliśmy nie tylko granice między naszymi krajami ale również nasze wewnętrzne blokady i niepewność. Przymierzaliśmy różne maski i przeżywaliśmy wyrażone na nich emocje. Muzyka pomagała nam odzwierciedlić je ruchem i postawą. Kulminacyjnym punktem tych zajęć było wykonanie gipsowych masek. Nakładanie gipsu na twarz wymaga wzajemnego zaufania. Tak by osoba, która pozwala na ułożenie materiału na własnej twarzy mogła poczuć jak jej rysy i emocje tej chwili zastygają nagle w gipsowym odlewie. Następnie powoli zdjąć go z siebie, popatrzeć i  dotknąć wiernego odbicia uchwyconego w masce. Pozytywny efekt jest możliwy tylko wtedy gdy wykonawca maski również czuje się dobrze w swojej roli i swoim ruchem odmienia tę chwilę i dodaje jej magii.

            Później przenieśliśmy swoje działania  do Biskupieckiego Domu Kultury. To miejsce pozwoliło nam na realizację teatru cieni. Obejrzeliśmy niezwykłe przedstawienie w wykonaniu Teatru Terapeutycznego „Kłobuczki”, którego wykonawcy są jednocześnie uczestnikami projektu. To była teatralna uczta przygotowana przez polską grupę dla gości z Papenburga. Przedstawienie zatytułowane „Upiór w operze” było piękną adaptacją światowego musicalu i zrobiło na widzach wielkie wrażenie. Emocje jakie przyniósł spektakl widzowie mogli następnie wyrazić sami przechodząc na drugą stronę teatru cieni, zamieniając się rolami. Łącząc wszystkie elementy zajęć przygotowali wspaniały bal maskowy zrealizowany w teatrze cieni. Była też szansa sprawdzić co możemy uzyskać rysując na piasku i przenosząc to na duży ekran. Wiele emocji pojawiło się w tych rysunkach, wszystkie były pozytywne. Taki dzień nie mógł przynieść innych. Uwolniły się w nas te najradośniejsze ale też refleksyjne, życzliwe i pełne wdzięczności za wszystko co możemy przeżywać.

            Kolacja również nie była posiłkiem takim jak wszystkie inne. Przygotowaliśmy razem sałatkę warzywną, która smakowała nawet tym, którzy nie są miłośnikami warzyw. Przygotowana w tak serdecznym, pozytywnie nastawionym gronie, przyprawiona niecodziennymi emocjami była najlepszą z sałatek.

            Zakończyliśmy dzień przy polskich i niemieckich przebojach. Rytm był wspólny. Zapewne pozostanie on z nami już do końca wspólnego polsko-niemieckiego pobytu w Bęsi.

Centrum
CASIZ
Droga do Samodzielności

Nie jesteś sam